Władca

Legolas

GotLink.pl Święta
Boże Narodzenie
bramka sms
bramka sms
Choinka

rzekł Aragorn. – Jest ktoś, kto ma do tego kryształu niezaprzeczalne prawo. Bo to przecież bez wątpienia palantir ze skarbca Elendila, powierzony strażnicy Orthanku przez królów Gondoru. Zbliża się moja godzina. Tak, wezmę palantir i będę go strzegł. Gandalf spojrzał na Aragorna, a potem ku zdumieniu świadków podniósł zawinięty w płaszcz

na równe nogi. - Mamy złodzieja! – rzekł Gandalf. – Spiesznie zarzucił płaszcz na leżącą w trawie kulę. I to ty, mój Pippinie! Bardzo przykra niespodzianka. – Ukląkł przy zemdlonym hobbicie, który wyciągnięty na wznak, nieprzytomnym wzrokiem patrzał w niebo. – Co za łajdactwo! Jaką to biedę ściągnął na siebie i

Aragorn niech obejmie dowództwo nad resztą i rozstrzygnie, kiedy chce z nimi wyruszyć. - Twoja wola, Theodenie – odparł Gandalf. – Ale staraj się jak najprędzej schronić wśród gór, w Helmowym Jarze. Jeszcze nie skończył tych słów, gdy dziwny cień padł na dolinkę. Coś nagle odgrodziło jasny księżyc od ziemi. Kilku jeźdźców

– odparł Gandalf. – Zbyt krótko był w mocy tamtego, a zresztą hobbici mają zadziwiającą odporność. Wspomnienie, a przynajmniej jego groza szybko zapewne zblednie. Nawet za szybko. Czy zgodzisz się, Aragornie, wziąć kryształ Orthanku pod swoją opiekę? Wiedz, że to niebezpieczne zadanie. - Niebezpieczne z pewnością, ale nie dla wszystkich –

dwoma dniami rozegrała się bitwa. Pippin jeszcze przez długą chwilę milczał. Słyszał, że Gandalf coś sobie z cicha nuci i mruczy jakieś urywki wierszy w różnych językach. Tymczasem ziemia mila za milą umykała spod końskich kopyt. Wreszcie Czarodziej zaśpiewał głośniej, tak że hobbit zrozumiał słowa pieśni; kilka linijek wyraźnie dobiegło do

Gandalf – lecz dla Gryfa to fraszka. Teren tutaj wzniósł się nieco i jest mniej równy niż za rzeką. Spójrz jednak na Białe Góry, jak zdają się już bliskie pod gwiazdami. Tam niby czarne włócznie sterczą szczyty Trójroga. Wkrótce znajdziemy się u rozstajnych dróg i w Zielonej Rozterce, gdzie przed

przykucnął podciągnąwszy wysoko kolana i ścisnął kulę między nimi. Pochylony nad nią chciwie, wyglądał jak łakome dziecko, które z pełną miską uciekło w kąt z dala od rówieśników. Odwinął płaszcz i spojrzał. Powietrze dokoła jakby zastygło i stężało, pełne napięcia. Zrazu kula była ciemna, czarna jak agat, tylko jej powierzchnia